Dzieło Pomocy
AD GENTES

… dla misji
Start Wydarzenia Projekty O nas Wpłaty Dom Misyjny Linki Misjonarze Kontakt sms

Menu

11 października 2017

Wołanie o pomoc dla młodego Kościoła w Burundi.

Wołanie o pomoc dla młodego Kościoła w Burundi.

Burundi to mały, górzysty kraj położony w środku Afryki nad jeziorem Tanganika. Obejmuje powierzchnię 27 tys. km2. Dwie trzecie tej powierzchni to góry.

Jest to jeden z najbardziej zaludnionych krajów Afryki. Mieszka tutaj 12 milionów mieszkańców. Są regiony wiejskie, gdzie przypada 700 osób na 1 km2. Brak ziemi, brak przemysłu i wysoki przyrost naturalny sprawiają, że jest to jeden z najbiedniejszych krajów świata. Ludzie posługują się jednym językiem kirundi. Językiem urzędowym jest język francuski. Ludność jest podzielona na trzy grupy plemienne: Twa- Pigmeje, którzy w życiu społecznym Burundi nie mają nic do powiedzenia, Hutu - zajmujący się uprawą roli i Tutsi – plemię pasterskie. W 1962 roku Burundi uzyskało niepodległość. Od tego czasu jego historia to ciąg walk i wojen domowych. Ta sytuacja sprzyja głębokiej biedzie i braku perspektyw rozwoju.

Kościół w Burundi jest jeszcze bardzo młody. Niedawno obchodziliśmy stulecie od przybycia tutaj pierwszych misjonarzy Ojców Białych - Misjonarzy Afryki.

W 1973 roku przybyły z Polski do Burundi pierwsze dwie siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus. W latach następnych dołączały nowe siostry. Ojcowie Karmelici Bosi pojechali tam dwa lata wcześniej i objęli parafię w Mpinga przekazaną im przez Ojców Białych. Ojcowie i siostry podjęli się zorganizowania nowej placówki misyjnej w Musongati, odległej od Mpinga około 40 km. Tutaj w ciągu 10 lat obok intensywnej pracy duszpasterskiej powstał kościół, katechumenat, szkoła podstawowa, szkoła dla dorosłej młodzieży oraz ośrodek zdrowia, który został przekształcony w szpital. Tutaj właśnie otoczona tłumem chorych dzieci i dorosłych posługiwałam przez 18 lat.

Jak wspomniałam, ludzie w Burundi są biedni, bardzo biedni. Zajmują się uprawą roli. Uprawiają poletka na zboczach gór, ale nie zawsze zbiorą plony. Często ulewny deszcz niszczy ich rośliny zmywając je do bagna albo wypala słońce. Jeszcze przed wschodem słońca, o szóstej rano, cała rodzina wyrusza na pole z motyką na ramieniu, koszem na głowie i dzieckiem przymocowanym do pleców mamy. Inne dzieci idą wraz z rodzicami. Nigdy nie widziałam, żeby zabierali ze sobą coś do jedzenia i picia. Przekopują spieczoną od słońca ziemię do ok. 16 – tej godziny po południu. Następnie szukają na polu tego, co będą gotować tego dnia. Szukają drzewa na opał i wody, często w odległym źródełku.

Matka rodziny rozdmuchuje w środku chatki przysypany popiołem żar. Stawia garnek na trzech kamieniach. Klęcząc dmucha i podkłada patyczki oskubane z liści, by płomień nie buchnął, bo domek jest niski, ma ok. 2,5 m. wysokości. Jest przykryty trawą, często nie posiada okien ani drzwi. Po około 3 godzinach gotowania spożywają posiłek rękoma z wielką powagą i bez pośpiechu. Trudno uwierzyć, że jest to ich pierwszy i ostatni posiłek tego dnia. Gotują to, co dojrzewa na bieżąco na polu. Nie mogą zrobić zapasów żywności, która z powodu wilgoci i upału zbutwieje albo zjedzą ją insekty. Nie przechowują ugotowanego jedzenia, bo do rana się zepsuje.

Ludzie w Burundi pracują ciężko. Jeżeli deszcz ulewny lub upalne słońce zniszczą ich plony, to cierpią głód, prawdziwy głód. Głód w Afryce wygląda inaczej niż u nas. Matka rodziny z niepokojem patrzy jak kończy się fasola – jedyne źródło białka roślinnego. Gdy fasoli zabraknie, gotuje trawę, bulwy, banany. Po około trzech tygodniach takiego jedzenia dochodzi do zatrucia pokarmowego z powodu nadmiaru węglowodanów i braku białka. Objawy tego zatrucia u dorosłych i dzieci to: odbarwienie skóry i włosów, apatia, obrzęki, pękanie skóry i śmierć.

Misjonarze stają wobec tych problemów bezradni. Celem ich posługi jest głoszenie Słowa Bożego, by ludzie poznali i pokochali Boga. Jednak trudno jest mówić o Bogu Miłosiernym komuś, kto tyle się napracował a teraz umiera z głodu. Trudno nauczać o Jezusie Chrystusie, który za nas umarł na krzyżu, choremu, który trzęsie się z zimna w ataku malarii a nie ma leków. Jak mówić o Matce Bożej, że nas osłania płaszczem, matce, której umiera kolejne dziecko, tylko dlatego, że nie ma pokarmu a nie ma gdzie ani za co kupić mleka w proszku. W takiej sytuacji potrzebują oni konkretnej pomocy, konkretnych uczynków miłosierdzia, które towarzyszą głoszeniu Słowa Bożego. Ojcowie i siostry starają się pomagać na różne sposoby, ale ich możliwości są ograniczone. Oni na tyle pomogą na ile są wspomagani przez drugą grupę misjonarzy w swojej ojczyźnie. Każdy z nas jest misjonarzem na mocy chrztu świętego. Młody Kościół w Burundi rozwija się. Nie brakuje licznych powołań do kapłaństwa i życia zakonnego. Nasze Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek dziękuje Bogu za 25 sióstr Afrykanek po ślubach zakonnych i 30 sióstr, które odbywają formację zakonną. Pracujemy już  w 3 krajach Afryki: Burundi, Kamerunie i Rwandzie. W Burundi posługujemy w czterech placówkach misyjnych. Młode Kościoły jeszcze sobie nie radzą. Misjonarze także potrzebują naszej modlitwy i pomocy materialnej. Potrzebują modlitwy, by mogli trwać na posterunku silni wiarą, by ludzie mogli przyjmować Chrystusa i poznawać Go. Potrzebują naszej pomocy materialnej, by mogli ratować życie, by mogli budować kościoły, szkoły, ośrodki zdrowia.

Wszechobecna bieda, z którą stykają się na co dzień misjonarze, najbardziej doskwiera dzieciom. Towarzyszą one rodzicom w pracach w polu albo krążą pośród bananowców. Ich ubrania i skóra przybierają kolor ziemi. Czekają na powrót rodziców, by zasiąść wspólnie do wieczornego posiłku. Wiele z nich nie ma szczęścia uczęszczania do szkół, ponieważ jest ich za mało. W miejscowości Gitega odległej od naszej pierwszej placówki o około 55 km, gdzie znajduje się dom formacyjny dla Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus pochodzących z Afryki, zostało zorganizowane coś w rodzaju przedszkola dla małych i chorych dzieci. Dzieci te oprócz opieki otrzymują kubek mleka i miseczkę gotowanej fasoli.

Przed wieczorem wracają do domu, gdzie spożywają posiłek z rodziną. To już wystarczy, by je uchronić od choroby głodowej. Gdy nasze pociechy dorastają, nie chcą odejść, by ustąpić miejsca młodszym i chorym dzieciom. One chcą dalej przychodzić, żeby się uczyć. Nie chcą odejść, bo nie maja gdzie iść. Brakuje szkół. Jest wprawdzie w Gitega szkoła, ale do jednej klasy, z jednym nauczycielem wchodzi równocześnie około 120 dzieci. Jedne grupy uczą się przed południem a inne po południu. Możemy sobie wyobrazić jak to wygląda, tym bardziej, że nie mają książek, zeszytów ani innych pomocy naukowych.

Dlatego jest pilna potrzeba zbudowania szkoły w Gitega, by dzieci mogły się uczyć pod dachem, bo w Burundi przez 6 miesięcy codziennie pada deszcz. Siostry posiadają już teren pod budowę szkoły. Jest to puste pole, odległe od domu formacyjnego. Istnieje potrzeba stworzenia tam nowej placówki: szkoły, pomieszczeń dla sióstr tam pracujących a w miarę możliwości również przedszkola. Potrzebna jest również woda.

W najbliższym czasie z woli moich przełożonych powracam do Burundi. Moim zadaniem oprócz opieki nad chorymi dziećmi, będzie zorganizowanie tej budowy. Jest to wielka potrzeba i wielkie zadanie a na jego realizację brakuje środków.

Moje Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Sosnowcu, w domu macierzystym, prowadzi biuro misyjne. Tam pracują siostry, które z wdzięcznością przyjmują każdy grosik i nam go przekazują a my na misjach realizujemy to dobro, które płynie ze szczerych serc i wyciągniętych dłoni.

Proszę Was Kochani o pomoc w realizacji tego zadania aby marzenie dzieci zostało spełnione. Już teraz w imieniu dzieci, misjonarzy i naszego Zgromadzenia składamy Wam serdeczne podziękowania. Niech Bóg stokrotnie wynagrodzi Waszą hojność.

S. Zygmunta(Zofia Kaszuba) Karmelitanka Dzieciątka Jezus

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
40 0.11244106292725