Dzieło Pomocy
AD GENTES

… dla misji
Start Wydarzenia Projekty O nas Wpłaty Dom Misyjny Linki Misjonarze Kontakt sms

Menu

14 czerwca 2018

Trwa Wakacyjne Spotkanie Misjonarzy

14 czerwca 2018 r.

Poranną Mszą św. w kaplicy Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie rozpoczęło się Wakacyjne Spotkanie Misjonarzy. Uroczystej Mszy św. przewodniczył J. E. Kazimierz kard. Nycz, metropolita warszawski. Wziął w niej udział równiez ks. bp Jerzy Mazur SVD, przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji oraz ponad setka misjonarek i misjonarzy. Gospodarz Centrum misyjnego serdecznie powitał wszystkich zgromadzonych na Eucharystii  i zachęcił do wspólnej modlitwy za misjonarzy, zwłaszcza prosił, by pamiętać o chorych. Poniżej publikujemy nieautoryzowany teks homilii Księdza Kardynała:

Drodzy bracia kapłani, Księża misjonarze, Drogie siostry, zakonne i świeckie misjonarki,

 Bardzo się cieszę, że mogę razem z Wami uczestniczyć i odprawiać tę Mszę św. w czasie Waszego spotkania wakacyjnego, formacyjnego i odpoczynkowego; że mogę razem z Wami się modlić i te parę zdań refleksji do Was powiedzieć na kanwie tego Słowa, które kieruje do nas dzisiaj Pan Jezus, tak w Ewangelii, jak i które słyszymy w dzisiejszym pierwszym czytaniu, fragment księgi, która mówi nam o Eliaszu.

Pan Jezus bierze nas na Górę Błogosławieństw. Wielu się wydawało, że przyjście Jezusa Chrystusa i przyniesienie Dobrej Nowiny, Ewangelii, w jakimś sensie zaneguje stare przykazania, stare Prawo, w tym dziesięć Bożych przykazań. Dlatego wyjście Pana Jezusa z Apostołami na Górę Błogosławieństw w jakim sensie te niesłuszne oczekiwania zmieniło, dlatego, że Pan Jezus zaczyna swoje Kazanie na Górze od radykalnych przecież Błogosławieństw. A potem następuje ten fragment Kazania na Górze, którego słyszymy teraz; pewien moment, kiedy Pan Jezus odnosi się do Bożych przykazań. I nie tylko, że ich nie znosi, ale wręcz przeciwnie – poszerza, nadaje im jakby jeszcze głębszą, jeszcze szerszą interpretację: „Powiedziano” – „a Ja wam powiadam”.

Jesteśmy właśnie świadkami tej  nowej drogi, którą buduje na tej, do której nas Pan Bóg przygotowywał w całym Starym Testamencie. Do tej drogi, do której nas przygotowywał przez akt stwórczy. Pan Bóg wpisał prawo w nasze serce, tak jak nam to przypomina prorok Ezechiel. Wpisał. To, prawo Boże jest w każdym człowieku. W tym znaczeniu jest przedchrześcijańskie. Potem je sformułował dla nas grzesznych, słabych ludzi pozytywnie na Górze Synaj dając dziesięć przykazań. I wreszcie do tych dziesięciu przykazań odniósł się Pan Jezus, wtedy, kiedy na Górze Błogosławieństw te przykazania powtórzył i rozszerzył, żebyśmy zrozumieli nowość Ewangelii.

Ktoś powiedział kiedyś, porównując Górę Synaj i Górę Ośmiu Błogosławieństw, że wchodzenie człowieka na Górę Synaj czyli zachowywanie i przyjmowanie Bożych przykazań to jest jakby w chrześcijaństwie chodzenie po równym. Natomiast, kiedy wchodzimy na Górę Błogosławieństw, to zaczynamy iść tak, jak wytrawny turysta, który idzie do góry. A więc jest to coś więcej. To jest coś, co sobie stawiamy, czego wymaga od nas Pan, abyśmy potrafili dobrze chodząc po równym, wspinać się na górę. Jest bowiem taka zasada, że człowiek, który chciałby od razu wychodzić na Rysy, albo jeszcze większą górę, a nie umie mocno chodzić po równym terenie będzie bardzo narażony na wypadek, albo będzie bardzo narażony nawet na śmieszność, bo nie potrafi podołać temu. Coś takiego zdarza się wtedy, kiedy człowiek próbuje iść w bardzo wielkie, wzniosłe rzeczy, natomiast w tym chodzeniu po równym, w przykazaniach Bożych jest bardzo słaby i bardzo niekonsekwentny. Wtedy to nasze chrześcijaństwo jest niewiarygodne.

To rozróżnienie można by także odnieść do Was, Bracia i Siostry, do Was misjonarzy. Wyście dobrze chodząc po równym w duszpasterstwie polskim, w naszych parafiach, ułożonych, postanowili – dobrze chodząc po równym – iść w górę, jeszcze większą górę. I dlatego patrzymy na Was – księża na Was patrzą, świeccy na Was patrzą, – z podziwem. Nie z zazdrością. Z podziwem. Dlatego, że trzeba – że tak powiem – wiele trudu i wiele wysiłku włożyć w to, żeby tutaj chodząc mocno, stąpając mocno po tej ziemi, zapragnąć jeszcze czegoś więcej w Afryce, czy na innych kontynentach, rozumiejąc co to znaczy prawdziwa misyjność Kościoła. Bo to jest ten najgłębszy motyw – miłość do Chrystusa, który nas wszystkich posyła: „Idźcie na cały świat!”. My czasem próbujemy, zwłaszcza we współczesności po Soborze, ten cały świat lekko złagodzić i powiedzieć: „Mu ty mamy dość pracy misyjnej u siebie, więc nie musimy wyjeżdżać do innych krajów, tradycyjnie i klasycznie misyjnych, jeszcze pięćdziesiąt czy trzydzieści lat temu. To, myślę, byłaby bardzo zawężająca i trochę fałszywa interpretacja misyjności Kościoła. Jedno drugiemu po prostu nie przeczy.

I wreszcie Eliasz. Znamy czytania poprzednich dni i wiemy doskonale, jak się zmagał z sobą, i jak się zmagał z problemami, które stawały przed nim. Eliasz prorok. Wśród tych zmagań, tych problemów był problem głodu i suszy, która spowodowała głód wśród tych ludzi, do których on szedł. Pomagał im jak mógł, i tej wdowie, i wszystkim innym, których spotykał na swojej drodze. Przychodzi wreszcie ten moment, kiedy modli się, i to modli się – chciałoby się powiedzieć – zawzięcie, żeby Pan dał deszcz. Żeby Pan ocalił ten lud od głodu spowodowanego wielomiesięczną suszą.

Piękny i przejmujący jest ten moment, który jest znakiem i możemy go jako znak odczytać, kiedy posyła swego pomocnika i mówi: „Idź, patrz czy nie widać chmury na niebie”? Sześć razy wychodzi. Dopiero za siódmym razem wychodzi i wraca, mówi: „Jest malutki obłok wielkości ręki”. Idzie z radością powiedzieć królowi, że skończy się susza, będzie deszcz.

My też potrzebujemy takich znaków, które byśmy mogli odczytywać i wyciągać z nich wnioski, także do tego wszystkiego, co robimy, czym żyje Kościół i także do tej, wielkiej dziedziny, wielkiego miejsca Waszej pracy misyjnej, w Afryce czy wielu innych krajach świata, które tutaj reprezentujecie. I na pewno są takie znaki. Są takie znaki bardzo pozytywne, jak ta chmurka na niebie. Małe, ale można z nich oczytać i dużo z nich wyciągnąć.

Kiedy zaczynałem czterdzieści pięć lat temu kapłaństwo, pamiętam wyjazdy na misje z Polski właściwie się zaczynały. To była ta chmurka malutka. Pamiętam kolegę z mojego roku, który pojechał do Tanzanii, i tam zresztą umarł. Który jako jeden z nas i jeden z kilku roczników sąsiednich, pojechał odważnie sam, bez jakiegoś wielkiego zaplecza. I tam przepracował dziesiątki lat. To był taki znak, który potem zaczął się powiększać, jak ta chmura, która daje deszcz.

Ale są też takie znaki, (nie chciałbym o wszystkich sprawach mówić), są też takie znaki, które musza budzić nie tyle niepokój, choć pewnie w pewnym sensie tak; takie znaki, które w jakiś sposób sygnalizują pewien problem, który trzeba uwzględniać przy całym zaangażowaniu misyjnym Kościoła powszechnego i przy całym zaangażowaniu misyjnym Kościoła, który jest w Polsce. Takim znakiem dla mnie jest między innymi to właśnie, co zasygnalizowałem: takie złe, zawężające rozumienie misyjności Kościoła. Skoro cały Kościół jest misyjny, mamy tutaj u siebie dość miejsc, do których trzeba iść, bo właściwie pogaństwo kwitnie. W takim razie nie mamy czasu, czy nie mamy ochoty na to, żeby zachować ten wymiar misyjności Kościoła w znaczeniu całego świata. I przed tym niewątpliwie powinniśmy się bronić, bo bardzo często to prowadzi do tego, ze ani nie ma ktoś konkretny ochoty na wyjazd na misje do Afryki, ale też nie ma wielkiej ochoty, żeby wyjść ze swojej parafii, ze swojego kościoła na osiedle, na ulice, szukać tych, którzy już w ogóle nic nie wiedzą o Chrystusie i o Kościele. Dlatego ich trzeba tutaj szukać, jak to mówi papież Franciszek: iść na te peryferie. Jedno i drugie trzeba robić, bo jak się jedno zaniedba, to drugie momentalnie także słabnie. Więc, jesteśmy właśnie w takim miejscu, gdzie szukamy i rozeznajemy znaki czasu, które Kościół na Soborze Watykańskim określił jako jeden ze sposobów wskazywania nam tych zadań i tych miejsc, w których jest potrzebna nasza obecność, w których jest potrzebne chrześcijaństwo, przyniesione przez misjonarzy.

Niewątpliwie takim znakiem ostatnim, na który zwracam uwagę, jest także jakieś wielkie przesunięcie się misyjności Kościoła i otwarcie się na misje w wielkiej Azji. Miałem ostatnio na Dniu Dziękczynienia w Warszawie kard. Gracias z Bombaju, który mówi, że za jego życia – a ma 75 lat –, w jego diecezji przybyło  chrześcijan prawie trzykrotnie. Ale przybyło ich przez demografię i także przez działalność Kościoła. W ogóle w całych Indiach niedawno było, chyba pięćdziesiąt lat temu było 3-4 miliony chrześcijan, dzisiaj jest ponad 20 milionów. A więc, nowe tereny, nowe miejsca, nowe wyzwania; tak, jak się to mówi: jest wiek XXI, z pewnością tak, jak XX był wiekiem Europy i misji w Afryce, wiek XXI niewątpliwie otwiera się także ten wielki, ogromny kontynent, na którym ludności w ciągu pięćdziesięciu lat przybyło kilkakrotnie. Właśnie teren Azji – Chrystus chce być obecny i chce mieć swoich misjonarzy. I myślę, że ci, którzy będą żyli po nas i będą patrzeć na świat za lat następnych sto, będą patrzeć na pewno z innej perspektywy niż my dzisiaj patrzymy.

Moi drodzy! Modlę się razem z wami i modlę się za was, dziękując wam bardzo serdecznie, że jesteście tam, że reprezentujecie Kościół, Chrystusowy Kościół przede wszystkim, ale także Kościół, który jest w Polsce. I że głosicie Chrystusa, a równocześnie razem z tym głoszeniem Ewangelii głosicie także prawdę o naszej kulturze, o naszym polskim obyczaju, który wyrósł z chrześcijaństwa i stykacie się na co dzień z tym problemem, którym my w Polsce mówimy teoretycznie i „wymądrzamy się”. Spotykacie się na co dzień z problemem inkulturacji, który jest ważnym, potrzebnym wielkim problemem, gdyż jak to mówił papież Jan Paweł II: Ewangelia, która nie staje się elementem kultury jest Ewangelią płytko przyjętą.

 

ks. Zbigniew

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
41 0.18978905677795