Dzieło Pomocy
AD GENTES

… dla misji
Start Wydarzenia Projekty O nas Wpłaty Dom Misyjny Linki Misjonarze Kontakt sms

Menu

Oceania

Foto.archiwum AG

O. Jerzy Ryfa SVD

CHORYCH NAWIEDZAĆ

Misjonarki i misjonarze są znakiem Bożego miłosierdzia dla chorych. Opiekują się nimi, organizują struktury pomocy medycznej. Często misje są jedynymi miejscami, gdzie uboga ludność może zwrócić się o pomoc. Misjonarze starają się również wychowywać wiernych do troki o chorych. O tym, a zwłaszcza w jaki sposób Kościół opiekuje się chorymi na AIDS z o. Jerzym Ryfa rozmawia Joanna Kuczborska (Katolickie Radio Podlasie).

Ile lat spędził już ojciec na misjach?

30 lat. Papua-Nowa Gwinea podobała mi się od początku, kiedy tam przyjechałem. Przebywanie tam to dla mnie nie jest wielka ofiara, poświęcenie. Czuję się tam jak u siebie w domu. W zasadzie trafiłem tam przypadkowo. Kiedy przygotowywałem się do wyjazdu na misje, mieliśmy spotkanie z misjonarzem z Nowej Gwinei i mówił, że jest to rzeczywiście misja dziewicza. To mi się spodobało. Później kiedy trzeba było wybrać miejsce, gdzie mam jechać, napisałem tylko jedno państwo: Nowa Gwinea. Ta nazwa zapadła mi w sercu od samego początku, choć w zasadzie nic o niej nie wiedziałem.

Byłem zaskoczony, bo myślałem, że przyjeżdżam do dziewiczego lasu, a okazało się, że jest to państwo dosyć rozwinięte. Może nie tak, jak kraje europejskie, ale już jest jakiś komfort. Przyleciałem wtedy do stolicy Moresby. Byłem pozytywnie zaskoczony budynkami, ludźmi. Miasto wyglądało jak stolica. Od początku polubiłem tych ludzi, ten kraj i tam zostałem. Nigdy nie myślałem o przenoszeniu się. Nigdy też nie żałowałem, że tam wyjechałem. Mówią nieraz, że misjonarze mają kryzysy, zwłaszcza na początku. Ja takiego kryzysu nie miałem. Wszystko mi się podoba i nadal pragnę tam być.

Wydaje się, że kraje misyjne to przede wszystkim głód, brak wody, odzieży i lekarstw. Jaki problem wysunąłby ojciec na pierwszy plan w Papui-Nowej Gwinei?

Mówiąc o Papui-Nowej Gwinei będziemy raczej zaskoczeni, bo nie jest to kraj biedny. A pod pewnymi względami bogaty. Mamy duże złoża złota, innych metali, zasoby gazu. Jest to duża wyspa, kolorowa i zielona, na której nie brakuje deszczu. Mamy piękne, zdrowe rzeki, gdzie woda jest przeźroczysta, czysty i ciepły Pacyfik. Pod względem fizycznym możemy powiedzieć, że Nowa Gwinea jest krajem dobrze usytuowanym. Jest nazywana krajem „Rajskiego ptaka”. Nie można narzekać: samoloty latają, drogi główne są dobre, boczne nie zawsze, ale można wszędzie dojechać. Na ogół ludzie są zaskoczeni, kiedy przyjeżdżają do Nowej Gwinei. Ponieważ mamy dobry klimat, są tereny górskie i wybrzeża, żyzna ziemia, ludziom, jeśli pracują, nie brakuje jedzenia. Ziemia urodzi wszystko. W górach można sadzić takie warzywa, jak w Europie. Na wybrzeżu jest inaczej, ale nie możemy powiedzieć, że jesteśmy głodni.

Jeśli możemy mówić o głodzie, to w zasadzie głodzie ewangelicznym, duchowym. Nowa Gwinea jest młodym krajem chrześcijańskim. Chrześcijaństwo istnieje tu ponad 100 lat w niektórych częściach kraju. Na niektórych trwa Kościół jakieś 30-50 lat. Jest tu praca typowo misyjna, jak mówią misjonarze „oranie ziemi”, zanim ktoś będzie mógł tu coś „zasadzić”. Kościół jako taki jest młody, dorasta dopiero. Duch Święty pracuje w Kościele przygotowując drogę misjonarzom. Potrzeba pogłębiania wiary, uczenia prawdy religijnej.

Istnieją problemy społeczne. Przede wszystkim chodzi o chorobę, jaką jest AIDS. Występuje on wszędzie, nie tylko u nas.  Na początku, kiedy AIDS się rozprzestrzeniał nie było wiedzy. Ludzie nie wiedzieli co to jest. Nie było prewencji. Nie uczono co robić, jak się ustrzec od tego. Druga sprawa: na Nowej Gwinei nadal mamy poligamię, jest duże rozluźnienie moralne. Z przykrością trzeba powiedzieć, że dawniej było lepiej. Kiedyś w wiosce ludzie słuchali swych liderów. Moralność była bardziej solidna. Obecnie rola wodza w wiosce maleje. Ludzie nie żyją wyłącznie w swoim środowisku. Teraz wiele podróżują, niektórzy wyjeżdżają za granicę, wielu przyjeżdża do Nowej Gwinei i stąd problem AIDS się wziął. Ponieważ jest problem niemoralności, niewierności małżeńskiej, AIDS szybko się rozwinął. Współpracujemy z rządem, który wziął to sobie do serca i pomaga finansowo w walce z AIDS. Kościół odgrywa bardzo dużą rolę tutaj, na Nowej Gwinei w walce z AIDS. Przede wszystkim mówi się dużo tej chorobie. Rozsyła się informacje, zbiera ludzi. Już o tym mówimy w szkołach, wioskach. Tworzy się tak zwane grupy dramatyczne, które obrazowo przedstawiają problem. Kościół mówi o moralności życia małżeńskiego. To jest jedyny skuteczny sposób zapobiegania chorobie. Wracając do wierności jednemu partnerowi możemy wyhamować rozwój choroby.

Drugi problem polega na tym, że AIDS stygmatyzuje chorych. Ludzie nie rozumiejąc co to jest za choroba, opuszczają chorych. Umierają oni w biedzie, samotności, okropnych warunkach. Rodziny wstydzą się tego. Nie chcą mieć nic z tym, do czynienia. Tutaj jest ogromna rola Kościoła: jak to przełamać to stygmatyzowanie, by przyjąć ludzi chorych, żeby pozbyć się tego strachu, że opiekując się chorym na AIDS można się zarazić.

Przez pracę Kościoła dużo się zmieniło. Coraz więcej ludzi patrzy inaczej na chorych. Coraz więcej ludzi idzie, by pomagać. Buduje się specjalne domy dla ludzi ciężko chorych, którym trzeba się stale opiekować, bo nie mają siły, albo nie ma komu w rodzinie się nimi zająć. Dużo jest wolontariuszy, którzy tym się zajmują. Kościół odegrał w tym dużą rolę. Mamy specjalne kliniki, gdzie są dobrze przygotowane do pracy siostry zakonne i pielęgniarki świeckie. Mamy rozbudowane poradnictwo. Przez to jest dużo nawróceń, gdzie ludzie na nowo przeżywają swą wiarę i odnalezienie Boga w swej chorobie.

W parafiach zazwyczaj wielką troską otacza się chorych. W mojej parafii raz w miesiącu objeżdżałem wszystkie stacje, domy chorych. Były miejsca, gdzie ludzie przynosili chorych. Tam zawsze była okazja do spowiedzi, porozmawiania, namaszczenia, albo Mszy św., i przyjęcia Komunii. Są organizowane tzw. Dni chorych, gdzie wierni przywożą swych chorych do kościoła. Chodzi o sakramenty święte, ale też o poczucie bycia we wspólnocie parafialnej. Zawsze też ludzie dają chorym jakieś prezenty. Czasem ma miejsce jakieś przedstawienie dla nich. To jest dosyć dobrze zorganizowane. Opieka duszpasterska jest bardzo pożyteczna.

Opieka duszpasterska obecnie jest dobrze zorganizowana, ale wróćmy do początku. Czy ojciec na początku się nie przerażał? Miał poczucie zaplecza w Polsce i materialnego i duchowego?

W główniejszych miastach, a nawet małych są kliniki, małe szpitale, gdzie ludzie mogą otrzymać pomoc. W wioskach, na parafiach w buszu, gdzie najczęściej pracujemy, misja to jest najczęściej jeden ośrodek, gdzie ludzie przychodzą, aby otrzymać pomoc medyczną. Ksiądz lub siostry są taką pomocą, zwłaszcza w malarii, oparzeń. Jak jest problem poważniejszy – trzeba wieść do szpitala. Dziękuję naszym dobrodziejom, którzy nam pomagają finansowo, a także za pomoc medyczną. Mamy dwóch lekarzy, którzy pracują w szpitalu. Ludzie mają duże zaufanie do misjonarzy. W zasadzie, co misjonarz powie, to robią. Czasem mają takie myślenie, że będąc z Europy więcej wiemy, lepiej się znamy… Bardzo często przychodzą nie tylko by otrzymać pomoc medyczną, ale po poradę. Przychodzą ze swoimi problemami osobistymi, rodzinnymi. Zwierzają się, szukają pomocy.

Mówił ojciec o tym, że istnieją kliniki, szpitale dla chorych na AIDS. Czy pod wpływem ojca nauki rodziny chorych zmieniły do nich stosunek? Przyjęły ich na nowo?  

Trzeba przyznać, że jest już duża zmiana. Przynajmniej przez dziesięć lat pracy Kościoła i każdego misjonarza, który głosił różne nauki, zauważa się olbrzymią zmianę. Ma pozytywny wpływ. Zwłaszcza ludzie młodsi inaczej myślą i inaczej postępują. Bardziej są otwarci na tych ludzi. I nieraz okazują wielkie miłosierdzie chorym na AIDS. 

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
39 0.10728311538696